Najnowsze wpisy
Co w trawie piszczy, czyli newsy po mojemu!
// marzec 8th, 2010 // brak komentarzy » // Felietony
W związku z popularnością portali informacyjnych, podjąłem decyzje, że sam będę również zamieszczał na blogu, najważniejsze newsy. Jednak wiadomości, które tutaj będą się pojawiały (około 2 razy w miesiącu), znacznie będą się różniły od tych podawanych w portalach internetowych. Bo jak się już mogliście przekonać, wszystkie jest tutaj po mojemu i newsy też będą prezentowane zgodnie z ta domeną. Dzisiaj pierwsza odsłona…
- Ben Stiller i Sacha Baron Cohen, mieli poprowadzić galę Oscarów. Jednak w ostatniej chwili zdecydowano z nich zrezygnować, a to dlatego, że mieli pokazać skecz w którym była mowa o tym, że James Cameron ma dziecko z pewną damą z plemienia Na’vi. Wycofano ten skecz, ponieważ obawiano się, że Cameron może widząc go, opuścić ceremonie. My życzymy Panu Cameronowi większego poczucia humoru, powtarzam poczucia, bo humor mu dopisuje, a świadczy o tym m.in to, że stworzył przekomiczne, filmopodobne działo pt.: “Avatar”.
- Orły 2009 za nami, niewątpliwie największym zwycięzcą został Borys Lankosz. Jego “Rewers”, zdobył aż 8 nagród. Gwiazdą wieczoru, okazał się jednak Maciej Stuhr, aż żałuje, że nie stworzono kategorii “Najlepszy prowadzący gale”, bo wygrałby na pewno! Pokonując między innymi “prezenterów”, którzy prowadzili Oscary.
- Na antenie TVP, możemy obserwować nowe widowisko o pięknym tytule “Śpiewaj i walcz”. Z niecierpliwością czekamy na kolejne widowiska w tym stylu, czyli: “Tańcz i walcz”, “Tańcz na lodzie i walcz”, “Walcz i tańcz”, “Walczy i tańcz II”, “Graj i walcz”, “Tańcz i śpiewaj… oraz walcz”, “Śpiewaj, tańcz i walcz, a najlepiej rób wszystko na raz!”, “Kochaj i śpiewaj i co najważniejsze walcz”, “Po prostu walcz”, “You can walcz” itp. Liczymy jednak, że ktoś wkrótce zwalczy ze stanowiska, tego który wymyślił tytuł tego niby widowiska.
- Kuba Wojewódzki zadebiutował w teatrze, w sztuce Woodiego Allena “Zagraj to jeszcze raz sam” i gra, gra, gra, cały czas… Jak? Nie wiem… Ale wiem jedno. Bilety wyprzedane są do końca kwietnia… I to chyba jest bardzo dobra odpowiedź na zadane wcześniej pytanie: Jak?
- The Hurt Locker, wygrał Oscary! Bardzo dobrze! Bo, gdyby wygrał Avatar, mówiło się o tym, że na fali popularności, wszyscy ludzie mieli pomalować się na niebiesko i pisać wniosek o zmianę nazwy naszej planety na Pandora.
- Krążą plotki, że gdy Christoph Waltz, odbierał Oscara za drugoplanową role męską, wszyscy ze środowiska filmowego (Hollywood), byli śmiertelnie przerażeni, widokiem Waltza (filmowego łowcy żydów) na scenie. Prawdopodobnie nie chcieli, aby ich dopadł… To dali mu Oscara.
Emil Sowiński
Recenzja: Kołysanka
// luty 19th, 2010 // brak komentarzy » // Recenzje Filmowe

Kołysanka
Pamiętam, jak rok temu, gdy obejrzałem ostatni film Machulskiego „Ile waży koń trojański”, przewidywałem, że czas Juliusza Machulskiego, jako autora komedii jest policzony… Chyba, myliłem się… Bo jego najnowszy film, czyli „Kołysanka”, co prawda nie na podstawie jego scenariusza, udowadnia, że tak nie jest. Jego nowy film, to łatwa, lekka i przyjemna komedia, doskonale obsadzona, niestety nie ma „tego czegoś”, za co kochaliśmy poprzednie filmu Pana Juliusza…
Ale od początku… Kiedy to poznajemy rodzinę Makarewiczów, która składa się z Michała (Robert Więckiewicz), jego żony Grażyny (Małgorzata Buczkowska-Szlenkier), jego ojca (Janusz Chabior) oraz ich dzieci… (czwórka i piąte w drodze). Wprowadzają się oni do małego domku we wsi Odlotowo na mazurach… I tam napotykają swoje „ofiary”, zaczynając od właściciela domu (Krzysztof Kiersznowski), kończąc na księdzu (Michał Zieliński). Wszyscy ludzie, stają się pokarmem dla polskich wampirów… Właściwie to ich krew, spijana ze stóp…
Tak to właśnie wygląda… Oglądamy film z zaciekawieniem, uśmiechając się co chwilę. Jednak, każdy kto go obejrzał, powie, że film nie ma wyraźnie sprecyzowanej fabuły, do niczego nie dąży. Jedna scena wynika z drugiej… Widzimy nasze polskie wampiry, które piją krew. Policjantów, którzy szukają zaginionych ludzi… Ba! Szukają… Trudno to nazwać szukaniem… Być może dlatego, jest to trochę nieskładne, bo film w zamierzaniu miał być trzyodcinkowym serialem… I rzeczywiście ogląda się go trochę jak serial… Jednak Machulski nie męczy widza tym oglądaniem, a sprawia mu przyjemność…
Sprawia przyjemność, przepięknymi obrazami Mazur (jeden z cudów świata) i świetnie prowadzoną narracją, dzięki czemu ta opowieść bez ściśle zorganizowanej akcji, przyjmowana jest przez widzów lekko i z przymrużeniem oka.
Brakuje w tym filmie, jak już wspomniałem „tego czegoś”. Brakuje scen, które pamiętalibyśmy, obudzeni w nocy trzy lata po obejrzeniu filmu. A każdy po „Seksmisji”, obudzony w nocy i zapytany „Dlaczego trzeba iść na wschód?”, odpowie: „Bo tam musi, być jakaś cywilizacja”. Czy choćby, zapytany o Kilera, dokończy zdanie… „Trzeba być twardym, a nie…”. Jednak to, że film nie będzie wspominany i cytowany, nie świadczy o tym, że film jest słaby… Jest ciepły i lekki… Przeplatany lekkim humorem („Po Niemcu kolka, a po księdzu kupa regularna”)…
Po raz kolejny stwierdzam, że polskie aktorstwo, stoi na wysokim poziomie… W „Kołysance”, doskonały jest drugi plan… Mnie niezwykle zaintrygowała postać listonosza, przezabawny Jacek Koman, na co dzień mieszkający w Australii. Świetny jest również Krzysztof Stelmaszyk, jako komendant, Przemysław Bluszcz, jako jeden z policjantów prowadzących śledztwo no i oczywiście Michał Zieliński (Ksiądz, znający wszystkich świętych na pamięć). Pierwszoplanowi, również wykonują świetnie swoje zadanie… A wśród nich na czele stoi Janusz Chabior, jego dziadek to majstersztyk! Wielkie brawa za tę rolę! Co ciekawe, po obejrzeniu filmu zapamiętujemy też epizody… Jacek Łuczak, na co dzień Tonio z „Szalonych nożyczek”, tutaj jąkający się zleceniodawca i Maciej Marczewski jako kichający lekarz… Wszyscy świetnie są obsadzeni, a to już zasługa na pewno Juliusza Machulskiego… Trzeba, mu przyznać, że nosa do obsady to on ma… Przypomnijmy Janusza Rewińskiego jako Siarę… Nie ukrywam, że chciałbym Pana Rewińskiego zobaczyć jeszcze w jakimś filmie Machulskiego, bo chyba ostatnio o nim zapomniał…

Michał Lorenc, autor muzyki po raz kolejny udowadnia, że jest geniuszem w komponowaniu muzyki. Ścieżka dźwiękowa „Kołysanki”, jest świetna… Wprawia nas w lekki lęk, a później rozluźnia… Muzykę Lorenca, gra, również cała rodzina Makarewiczów. Dziadek – kontrabas, Bożena – Harfa i Michał – harmonia.
Podsumowując, film to lekka komedia… Można powiedzieć, że jest ona i o wszystkim o o niczym. Bo do niczego nie prowadzi, nic ciekawego nie wnosi (no może zakończenie), ani nic nowego nam nie udowadnia. Jednak warto pójść, choćby dla tych świetnych ról, dla pięknych mazur i dla cudownej muzyki. Nie nastawiajcie się jednak na śmiech w co drugiej scenie, ale na lekki uśmiech na pewno. A! I jeszcze jedno… Jeżeli jesteście fankami „Zmierzchu” to lepiej nie idźcie… Bo tutaj, żaden wampir nie jest podobny do waszego idola, Edwarda… Tutaj wampirom wypadają zęby, brakuje im części oczu oraz chodzą w brzydkich niemodnych, starych ubraniach. A przecież wam nie o taki obraz wampira chodzi…
OCENA: 7/10
Emil Sowiński
Mocne polskie kino: Sara
// luty 15th, 2010 // brak komentarzy » // Artykuły Filmowe
W kolejnym odcinku z cyklu „Mocne polskie kino”, po 1989 roku, chciałbym przedstawić wam film pt.: „Sara”. Długa zastanawiałem się, co przedstawić wam w lutym, wymyśliłem sobie właśnie „Sarę”, po pierwsze dlatego, że dziś o 20:05 (tj. Poniedziałek), telewizja Polsat pokazuje ten film, a po drugie dlatego, że jest to film z doskonałą obsadą i świetną fabułą.
Przyjrzyjmy się trochę początkom. Maciej Ślesicki, reżyser filmu, po doskonałym debiucie („Tato”), postanawia nakręcić opowieść, która określa jako historie miłosno-gangsterską. Jako, że w wywiadach wspominał, że lubi pracować z amatorami i łączyć ich z gwiazdami, poszukuje do głównej roli amatorki. Znajduje… Miss nastolatek do lat 15, Agnieszkę Włodarczyk, która do dzisiaj jest znana w całej Polsce. Warto nadmienić, że przy wcześniejszym filmie „Tato”, odnalazł dziewczynkę, która skradła ten film (Ola Maliszewska) oraz przy późniejszym „Show”, wynalazł inną amatorkę Annę Wendzikowską. Ślesicki, oprócz Agnieszki Włodarczyk, zaprasza do pracy plejadę gwiazd, a są nimi m.in.: Cezary Pazura, Bogusław Linda, Marek Perepeczko, Krzysztof Kiersznowski.
Aktorzy… To było wydarzenie! Marek Perepeczko, pojawił się po raz pierwszy na ekranie po piętnastu latach. Widzimy go z cygarem w ręku, popijającego drogie wina (lekarz zabronił wódki), dbającego o swoją ukochaną córkę. Jest wielkim szefem mafii, zarządza przekupionymi policjantami, handluje narkotykami, a swoich przeciwników, zabija i zakopuje w ogrodzie. Mimo iż, to wszystko trochę naciąganie, to świetnie się to ogląda. Czarek Pazura, gra postać o imieniu Cezary (w każdym filmie Ślesickiego, postać, która kreuje tak samo się nazywa). Gra jednego z „ludzi” Józefa (Marek Perepeczko), trochę niezdarnego i fajtłapowatego… Robi to doskonale! Jest oczywiście też Bogusław Linda, bez którego nie było by tego filmu. Człowiek, który kreował w latach 80 wielkie role dramatyczne u takich reżyserów jak: Kieślowski, Holland i Wajda. W latach 90, całkowicie zmienia wizerunek… Jest twardzielem… Jednak trzeba nadmienić, że Ślesicki, wcześniej w filmie „Tato”, nie robił z niego twardziela, a kochającego ojca, który walczy o swoją córkę. W „Sarze”, znów jest twardzielem…

Jeśli jest ktoś taki, kto nigdy nie widział tego filmu, dzisiaj ma taką szanse go obejrzeć… Jednak zanim go obejrzycie, chciałbym przybliżyć wam fabułę… Tytułowa Sara jest 16-latką. Jej ojciec jest niebezpiecznym gangsterem i obawia się o bezpieczeństwo córki, załatwia jej więc ochroniarza - Leona. Z góry zapowiada, że zabije tego, kto śmie zbliżyć się do Sary, obowiązuje to również ochroniarza. Tymczasem Sara i Leon zakochują się w sobie, ukrywają to przed ojcem dziewczyny, obawiając się spełnienia okrutnej groźby… Fabuła Amerykańska, prawda? Trochę zalatuje „Leonem zawodowcem”? Będą ludzie w kinach? Będą…
„Sara” w kinach obejrzało ponad 650 tys. widzów (otrzymał nagrodę dystrybutorów na FPFF w Gdyni). Na tamte, czasy, kiedy jeszcze w Polsce nie było tylu multipleksów to wspaniały wynik! Mogłaby pewnie uzyskać większą ilość, gdyby nie to, że trafiła na rok „Kilera” Juliusza Machulskiego, który pobił rekord ! (ponad 2mln). Jeszcze, żaden film po 89 roku, nie obejrzało tylu widzów… Do 1997 roku, najbardziej kasowym filmem był film Władysława Pasikowskiego „Psy II: Ostatnia krew”. Te trzy filmy, mówią, czego Polskim widzom w latach 90, brakowało w polskim kinie. Brakowało ciekawej akcji, typowo amerykańskiej fabuły, świetnej rozrywki. Bo te trzy wyżej wymienione filmy, nie są filmami typowo polskimi… Są zrobione w „hollywodzkim” stylu!

Film Ślesickiego, możemy uznać za przełomowy w jeszcze jednym elemencie. W żadnym innym polski filmie nie pokazano golizny 16-latki (bo tyle lata miała Agnieszka Włodarczyk, gdy nagrywano film). Podobno ten fakt, wiele osób uznano za kontrowersyjny i wiele osób było przeciwnych pokazywaniu scen z nagą Agnieszką Włodarczyk u boku Bogusława Lindy.
Film obfituje w ciekawe dialogi i bardzo dobre sceny. Jednak nie należy do niego, podchodzić poważnie , bo jak mówi filmowy Leon: „W filmach takie rzeczy są na porządku dziennym.” „Sara” to czysta rozrywka, a teksty, które tam się pojawiają łatwo się zapamiętuje . Przypomnijmy sobie jedną z kultowych scen:
Ślesicki bawi się tym filmem, bawi się konwencją… Nie mają tutaj znaczenia, żadni konsultanci, bo chyba w tym filmie w ogóle ich nie było. Dwóch policjantów jeżdżących polonezem, ukrywających interesy Józefa, czy lekarz, który własnoręcznie w mini gabinecie przy pomocy kilku narzędzi zamierzą usunąć ciąże. Takich groteskowych scen jest jeszcze więcej… Jednak wciągnięci w tą historię, wierzymy we wszystko co widzimy na szklanym ekranie. Jedna, wielka bajka… Mimo to, świetnie się ogląda…
Warto jeszcze wspomnieć o muzyce… Oprócz, słynnego „Turururum”, Sztywnego Palu Azji, mamy też, piosenkę w wykonaniu, głównego bohatera filmu. W żadnym innym filmie, nie usłyszycie Bogusława Lindy, który śpiewa… I to jeszcze jak! (Warto posłuchać)…
I jeszcze jedno… Linda nie tylko śpiewa, ale również tańczy. Jeden z niewielu tańców w polskim kinie… Bo w jakim innym polskim filmie tańczy się tango? Żadnym! Zobaczcie sami:
Na koniec zachęcam, tych którzy nie widzieli i widzieli do obejrzenia. Dziś, Polsat, 20:05…
PS.: Ciekawostka… Każdy film Ślesickiego, składa się z czterech znaków… Zaczynając o tych, które już powstały („Tato”, „Sara”, „Show”), kończąc na tym co ma powstać („21:37”)
Złote Sowy 2009 - wyniki!
// luty 8th, 2010 // brak komentarzy » // Plebiscyty
Najlepszy film: Dom Zły
Smarzowski nakręcił swój trzeci film i najlepszy. Poprzednie jego filmy w porównaniu do najnowszego jego dzieła to komedie romantyczne. Nakręcono dzieło doskonałe, które opowiada ciekawą historię, pokazuje ludzkie słabości jest doskonały thrillerem! Postanowiłem uhonorować je Złotą Sową, co czyni z niego najlepszy film roku, mimo iż, konkurencja była bardzo silna. Kto jeszcze nie oglądał, niech jak najszybciej to zrobi. POLECAM!
Pozostali nominowani: Wino Truskawkowe, Rewers, Idealny facet dla mojej dziewczyny, Wojna Polsko – Ruska.
Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Borys Szyc (Wojna Polsko-Ruska)
Bez wątpienia to był jego rok! Zagrał świetną kreacje w „Wojnie Polsko-Ruskiej” za, którą zostaje uhonorowany Złota Sową. Zupełnie inną postać zagrał w filmie Falka „Enen”, świetnym thrillerze. Za „Wojnę…” dostał nagrodę w Gdyni, prawdopodobnie zostanie też nagrodzony Orłem. Krążą również plotki, że Bruce Willis po obejrzeniu filmu Żuławskiego, zaprosił Szyca do Hollywood…
Pozostali nominowani: Jan Nowicki (Jeszcze nie wieczór), Olgierd Łukaszewicz (Generał Nil), Arkadiusz Jakubik (Dom Zły), Václav Jiráček (Janosik. Prawdziwa historia).
Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Agata Buzek (Rewers)
Na festiwalu w Berlinie wystąpi jak wschodząca gwiazda kina europejskiego. Agata Buzek to gwiazda wielkiego formatu… Pamiętam ją jeszcze sprzed kilku lat z „Zemsty” i kilku odcinków „Gliny”, nigdy nie pomyślałem, że potrafi zagrać taką rolę, jaką zagrała w „Rewersie”. Zdobyła Złota Sowę, pokonując m.in. Krystyne Jandę, a to o czymś świadczy!
Pozostali nominowani: Krystyna Janda (Tatarak), Anna Kaczmarczyk (Galerianki), Grażyna Błęcka – Kolska (Afonia i Pszczoły), Magdalena Boczarska (Idealny facet dla mojej dziewczyny)
Najlepszy aktor drugoplanowy: Robert Więckiewicz (Dom Zły).
Muszę szczerze przyznać, że w tej kategorii miałem spory kłopot z wyborem. Czarowało mną świetne aktorstwo „Wojny Polsko-Ruskiej” i również dobre „Domu Złego”. Postawiłem na ten drugi film, ponieważ postać, prokuratora, którą kreuje tam Więckiewicz przyciąga widza do ekranu. Aktor ten potrafi świetnie manipulować swoimi rolami… Śmiem twierdzić, że nie ma roli, której Więckiewicz, by nie zagrał! Nie ukrywam, że kilka lat temu, gdy obejrzałem film „Ciało”, powiedziałem: To będzie wielki aktor!
Pozostali nominowani: Michał Czernecki (Wojna Polsko-Ruska), Marcin Dorociński (Rewers), Marian Dziędziel (Dom Zły), Jan Machulski (Ostatnia akcja).
Najlepsza aktorka drugoplanowa: Sonia Bohosiewicz (Wojna Polsko-Ruska)
Sonia Bohosiewicz, pojawia się w filmie Żuławskiego na 10 minut… Ale jest to mistrzowskie 10 minut! Oglądając ten film dalej, chcemy jeszcze raz ją ujrzeć! Mistrzowskie są jej gesty, sposób wypowiadania słów i krok, którym „zwiedza” dom Silnego. Jeszcze raz to powiem, mistrzostwo! Warto obejrzeć, choćby „Wojnę…”, dla tej jednej sceny…
Pozostali nominowani: Kinga Preis (Dom Zły), Anna Polony (Rewers), Maria Seweryn (Idealny facet dla mojej dziewczyny), Zuzana Fialova (Wino Truskawkowe).
Najlepsza reżyseria: Wojciech Smarzowski (Dom Zły)
Smarzowski mówił w wywiadach, że dał wolną rękę swojemu operatorowi i to dało mu czas na pracę z aktorami, którą w pełni wykorzystał! Każdy aktor jest świetnie prowadzony. Począwszy od Arka Jakubika skończywszy na Eryku Lubosie. Smarzowski, wspiął się na wyżyny w swoim fachu! Po raz kolejny udowodnił, że jest świetnym reżyserem! Złota Sowa w pełni zasłużona!
Pozostałe nominacje: Borys Lankosz (Rewers), Andrzej Wajda (Tatarak), Jan Jakub Kolski (Afonia i Pszczoły), Feliks Falk (Enen).
Najlepszy scenariusz: Wojciech Smarzowski i Łukasz Kośmicki (Dom Zły)
Obaj panowie stworzyli świetny tekst obfitujący w doskonałe dialogi z bardzo ciekawą fabułą! Scenariusz „Domu Złego” dojrzewał ponad dziesięć lat. Na początku, był złożony tylko z części jesiennej. Następnie dopisano część zimową. Obaj panowie zostali już uhonorowani w Gdyni, dzisiaj przyszedł czas na Złote Sowy!
Pozostali nominowani: Andrzej Bart (Rewers), Andrzej Saramonowicz (Idealny facet dla mojej dziewczyny), Andrzej Maleszka (Magiczne Drzewo), Jacek Bławut (Jeszcze nie wieczór).
Najlepsze zdjęcia: Marcin Koszałka (Rewers)
Marcin Koszałka stanął na wysokości zadania! To właśnie dzięki jego zdjęciom „Rewers” się świetnie ogląda. Koszałka, świetnie zrozumiał wizje reżysera i nadał tej wizji piękny czarno biały styl. Zdjęcia w tym filmie to coś co przykuło moją największą uwagę! Sam Koszałka odebrał już nagrodę na festiwalu w Gdyni oraz na Plus Camerimage… Brawo!
Pozostali nominowani: Krzysztof Ptak (Dom Zły), Tomasz Michałowski (Wino Truskawkowe), Paweł Edelman (Tatarak), Jacek Petrycki (Operacja Dunaj)
Odkrycie roku: Borys Lankosz (Rewers)
Borys Lankosz, któż przed kilkoma miesiącami, znał tą osobę? Nieliczni… To był jego rok! Nakręcił na podstawie świetnego materiału literackiego (Andrzej Bart), również doskonały film! Uhonorowany Złotym Lwem na festiwalu w Gdyni! Był również polskim kandydatem do Oscara, niestety odpadł w przedbiegach, ustępując takim filmom jak „Biała wstążka” czy „Prorok”. Czekam z niecierpliwością na kolejny film Lankosza i mam nadzieje, że będzie jeszcze lepszy od „Rewersu”.
Pozostali nominowani: Paweł Borowski (Zero), Grzegorz Wolf (Enen), Katarzyna Rosłaniec (Galerianki), Bartek Kędzierski (Włatcy Much. Czopki, ćmoki i mondzioły).
Najlepsza muzyka: Michał Lorenc (Wino Truskawkowe)
Wino Truskawkowe jest filmem magicznym, niezwykle ciekawym opartym na równie świetnej prozie Andrzej Stasiuka. Ma również świetną obsadę: Więckiewicz, Dziędziel, Stuhr czy Radziwiłowicz. Ma również swój klimat… Do którego przyczynia się niewątpliwie świetna, magiczna muzyka mistrza, Michała Lorenca. Który dzisiaj dostaję „bardzo prestiżową” nagrodę, Złotą Sowę!
Pozostali nominowani: Włodzimierz Pawlik (Rewers), Tomasz Stroynowski (Jeszcze nie wieczór), Mikołaj Trzaska (Dom Zły), Wojciech Lemański (Idealny facet dla mojej dziewczyny).
Najlepsza scena filmowa: Rozmowa przez walkie-talkie (Wojna Polska-Ruska)
Za świetny dialog, humor i pomysłowość w realizacji. Rewelacyjne!
Recenzja gościnna: Sherlock Holmes
// styczeń 26th, 2010 // brak komentarzy » // Oczami krytyka, Recenzje Filmowe

Sherlock Holmes
Niedziela, słoneczne przedpołudnie. Dla jednych to idealny moment na wyjście z domu i zaczerpnięcie świeżego, zimowego powietrza. Ja spędziłem ten czas całkowicie inaczej, zamieniając relaksacyjny spacer na kinową salę. Sądziłem, że piękna pogoda ściągnie swoich zwolenników, przez co fotele będą w większości puste. Bardzo się jednak myliłem. Wartkim krokiem, z napojem i popcornem w rękach, przeciskając się przez spory tłum, odnalazłem wskazujące przez bilet miejsce i rozpocząłem kolejną przygodę z filmem, zatytułowanym tym razem „Sherlock Holmes”.
Postać genialnego detektywa, powołanego do życia przez sir Artura Conan Doyle’a – wybitnego szkockiego pisarza, w filmowym świecie spotykana była wielokrotnie. Powstawały pełnometrażowe produkcje oraz seriale. Bez względu na ich formę, czy obsadę aktorską popularność przygód Holmes’a i jego wiernego przyjaciela doktora Watsona cały czas rośnie. Na ten sukces z pewnością odpowiednio wpłynie bardzo współczesna wizja sławnego detektywa.
XXI wieczna wersja Sherlocka Holmes’a wyszła spod ręki znanego filmowca, do niedawna męża Madonny, Guy’a Ritchiego. Ten brytyjski reżyser i scenarzysta stworzył dwa arcydzieła współczesnego kina. Mam tutaj na myśli „Porachunki” i „Przekręt”. Guy słynnie z innowacyjnie wizjonerskiego spojrzenia na swoje dzieła, które charakteryzuje świeżość i oryginalność. Nie jest on może płodnym twórcą, za to prawdziwym gwarantem kina zapadającego głęboko w pamięci każdego widza.

Głównym motywem filmu jest uratowanie ukochanego Królestwa Brytyjskiego oraz przy okazji całego świata przed okrutnym Lordem Blackwood. W jego szatańskim planie ma przeszkodzić ekscentryczny Sherlock Holmes i doktor Watson. Nie będzie to proste zadanie, gdyż przeciwnik posługuje się magią, w działanie której detektyw nie chce za bardzo uwierzyć. Zrobi wszystko, aby zdemaskować wroga i wysłać go na stryczek.
Obejrzałem wiele filmowych adaptacji przygód Holmesa, dlatego do tej podchodziłem z dystansem. Obawiałem się, że hollywoodzcy filmowcy zrobią pośmiewisko z bohatera książek Doyle’a. Ku mojemu zdziwieniu stało się zupełnie inaczej. Ritchie po raz kolejny ujawnił swój talent, tworząc oryginalne i wyśmienite kino. Jego super detektyw to postać dla współczesnego widza, zupełnie różniący się od tego z wcześniejszych opowieści. Odtwórca tytułowej roli Robert Downey Jr. powiedział w jednym z wywiadów, że w razie klapy filmu rezygnuje z aktorstwa. Zważywszy na fakt, że za swoją pracę otrzymał Złotego Globa, chyba porzuci swoje niedorzeczne plany. Jego ekranowy partner Jude Law (dr Watson), też powinien zostać nagrodzony. Razem stworzyli wyśmienity duet, perfekcyjnie uzupełniający się. Co do reszty, to nie mam jakichkolwiek zarzutów. „Sherlock Holmes” został dopracowany w szczegółach. Dobre kino akcji, śmieszne dialogi i sytuacje. Ponura sceneria dawnej Anglii tworzy niepowtarzalny klimat. Nie brakuje wątku miłosnego, ciekawych pojedynków, sztuczek magicznych i gadżetów w stylu MacGyvera. Widoczne ogromne pieniądze, wpompowane w produkcje nie psują jej. Doświadczamy interesującego kina przygodowo – kryminalnego z najwyższej półki, w dość zmodernizowanym stylu, który na pewno znajdzie wielu krytyków, do grona których moja osoba się nie zalicza.
Oczami Krytyka
Łukasz Grudzień
Recenzja gościnna: Stare wygi
// styczeń 26th, 2010 // brak komentarzy » // Oczami krytyka, Recenzje Filmowe

Stare wygi
Walt Disney był geniuszem. Swoimi niezwykłymi historiami potrafił zaciekawić widza i był gwarantem niepowtarzalnego widowiska, które najczęściej z upływem lat uzyskiwało miano kultowego. Po śmierci Disney’a, jego spadkobiercy starają się dotrzymać mu kroku i trzeba im przyznać, że robią to wręcz perfekcyjnie.
Prekursor i mistrz kina rysunkowego, oprócz bajek wielokrotnie sięgał do familijnych, rodzinnych produkcji. To rozrywka na odpowiednim poziomie, określona trzema słowami: lekki, łatwy i przyjemny. To stwierdzenie idealnie pasuje do najnowszego filmu wyprodukowanego przez disnejowskich czarodziejów, pod tytułem „Stare wygi”.
Większość z was z pewnością nie pamięta „Gangu dzikich wieprzy”, opowiadającego przygody podstarzałych panów, którzy znudzeni szarą codziennością wybierają się w motocyklową podróż bezdrożami Ameryki. Celowo przytoczyłem tytuł tej ciekawej komedii, ponieważ ma ona sporo wspólnego ze „Starymi wygami”. Oprócz osoby jej reżysera Walta Beckera (stworzył min. „Wiecznego studenta”), w głównej roli ponownie spotkamy Johna Travoltę. Jego ekranowym kolegą jest Robin Williams, aktor uniwersalny, czujący się dobrze zarówno w komediach, dramatach jak i sensacjach. Oba te filmy poruszają także trudny dla każdego mężczyzny temat, jakim jest późny okres wieku średniego. Czas ten wiąże się nie tylko z większą ilością zmarszczek. To moment na wielkie zmiany, których konsekwencje wprowadzą spore zamieszanie.

Dwaj biznesmeni Dan i Charlie osiągnęli już niemal wszystko. Droga do sukcesu sprawiła, że zapomnieli o swoim prywatnym życiu. Z czasem zaczęło im czegoś brakować. Pustkę rodzinnego ogniska z pewnością wypełni niespodziewana wizyta. Do miasta przyjeżdża dawna miłość Dana, wraz z dwójką niesfornych bliźniaków. Kobieta uświadamia byłemu kochankowi, że jest ich ojcem i musi się nimi zaopiekować. Świeżo upieczony tata razem z wujkiem Charliem jeszcze zatęsknią za nudnym i pozbawionym zobowiązań życiem.
„Stare wygi” niezaprzeczalnie są komedią, która w założeniu miała charakteryzować się starym, wartym uwagi, stylem. Wytwórnia Disney zawsze trzymała fason i nie wychodziła poza granice dobrego smaku. Ich najnowsza produkcja niemal mieści się w tych konwenansach, chociaż chwilami gubi obrany kierunek. Decydując się na „Stare wygi” nie spodziewajmy się wybitnego kina. To typowy rozrywkowy kąsek dla mas, gdzie podczas jego trwania możemy się odpowiednio zrelaksować. Opatrzony w humor na umiarkowanym poziomie, nie czyni z nas bezmózgich odbiorców. Chociaż historia jest banalna, tym faktem nie trzeba się w ogóle przejmować, bo zabawa i tak jest przednia. Obaj główni aktorzy spisali się wyśmienicie. Współczesne kino familijne zaczyna chyba powoli ewoluować i nabierać innego kształtu, co może nie wszystkim przypaść do gustu. „Stare wygi” to delikatny disnejowski eksperyment, który w świecie filmowym przyjął się dobrze i święci trumfy. Mam nadzieję, że polskiemu widzowi też się spodoba.
Oczami Krytyka
Łukasz Grudzień
Recenzja gościnna: Artur i zemsta maltazara
// styczeń 22nd, 2010 // brak komentarzy » // Oczami krytyka, Recenzje Filmowe

Artur i zemsta maltazara
„Taxi”, „Leon Zawodowiec” czy „Piąty Element” to filmy, które każdy widział, a jak nie to na pewno o nich słyszał. Dzięki ich twórcy Lucowi Bessonowi kino europejskie, a w szczególności francuskie, dorównało poziomowi tego zza wielkiego oceanu, a często je przewyższa. Tematyka filmów Bessona jest różnorodna, przez co nie są one monotematyczne i zadziwiają swoją oryginalnością. Możemy obejrzeć dramaty, komedie, sensacje, a także familijne produkcje.
Tak jak to miało miejsce w ubiegłym roku, pierwszego stycznia do polskich kin trafił kolejny twór Bessona, zatytułowany „Artur i zemsta Maltazara”. Jego scenariusz powstał w oparciu o trzecią powieść Luca Bessona i jest kontynuacją historii „Artur i Minimki”. Niestety dla osób, które nie widziały pierwszej części, opowieść będzie mało zrozumiała. Na szczęście niedawno telewizja pokusiła się o jej emisję, co z pewnością ułatwi sprawę. Reszcie pozostaje wizyta w wypożyczalni, bądź zakup, za śmieszne pieniądze, tego filmu.
Tytułowy Artur, to dziesięcioletni chłopiec, który wraz z rodzicami spędza wakacje u swoich dziadków mieszkających w prowincjonalnym miasteczku Smallville. Dziadek Artura to poszukiwacz skarbów. Jego zamiłowanie doprowadziło do odkrycia nowego świata, zlokalizowanego w przydomowym ogródku, gdzie miniaturowe elfy zwane Minimkami tworzą zwarte społeczeństwo. Artur szybko nabiera chęci do wielkich przygód, które doprowadzają go do nowej krainy, gdzie znajduje nietypowych przyjaciół, którym będzie musiał pomóc w walce z okrutnym Maltazarem.

Taka osoba jak Luc musiał stworzyć coś innego, żeby nie ulec schematom panujących trendów w tworzeniu animacji. Trzeba mu przyznać – jego twór pod każdym względem powala na kolana. To, co najbardziej pozostanie w pamięci widza, to zakończenie filmu. Nigdy nie doświadczyłem takiego zaskoczenia oraz nie widziałem tylu zdumionych twarzy widzów. „Artur i zemsta Maltazara” to produkcja, o której rozmawiać można bez końca, a jej finał na zawsze zapadnie w pamięci.
Geniusz Luca Bessona znowu się ujawnił, tym razem skierowany został do młodszego widza. Jednak każdy z nas ma w sobie coś z dziecka, więc jest to kino dozwolone do lat 99. Francuski twórca często powtarzał w wywiadach, że po wyreżyserowaniu dziesiątego filmu, odejdzie na emeryturę. „Artur i Minimki” jest właśnie tym dziesiątym z kolei, ale biorąc pod uwagę, że przygody Artura tworzą magiczną trylogię, filmowiec nie przestał czarować. Na mnie jego czary podziałały i zapewniam, że będzie tak samo z każdym z was. Pięknie opowiedziana historia o miłości, walce i przyjaźni, pozwala wpłynąć tylko pozytywnie na samopoczucie widza.
Oczami krytyka
Łukasz Grudzień




