Recenzja: Róża

// Luty 7th, 2012 // Recenzje Filmowe

„Róża”, najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego miała swoją premierą na festiwalu w Gdyni w maju ubiegłego roku. Dziewięć miesięcy później trafia do kin w całej Polsce, a to przez bardzo dziwną politykę dystrybutora Monolith Film, która zasługuje niewątpliwie na ocenę negatywną. Na taką samą ocenę, zasługuje również międzynarodowe jury Festiwalu w Gdyni, które to filmu nie zrozumiało. A teraz czas już na pozytywne oceny, które należą się publiczności i jury Warszawskiego Festiwalu Filmowego oraz wszystkim osobom, które pracowały przy jednym z najlepszych polskich filmów ostatnich lat.

Koniec wojny, rok 1945. Tadeusz (Marcin Dorociński), żołnierz Armii Krajowej po tym jak zostaje zamordowana jego żona, wędruje na mazury, przekazać wiadomość o śmierci niemieckiego żołnierza Róży Kwiatkowskiej (Agata Kulesza). Doświadcza tam kłopotów z jakimi borykają się mazurzy, czyli w większości Niemcy ze strony Rosjan, którzy zajmują się organizacją nowego państwa polskiego. Między nim, a tytułową Różą, nękaną przez Rosjan, rodzi się uczucie, ale czy przetrwa ono grozę czasów powojennych?

Wojciech Smarzowski, kręci już swój trzeci film, którym to udowadnia, że wielkim twórcą jest! Tym razem, tworzy dzieło, według scenariusza uznanego kierownika produkcji Michała Szczerbica. Muszę przyznać, że to widać… Poprzednie filmy Smarzowskiego miały dwie warstwy. Jedna z nich to ta groteskowa, a druga realistyczna. „Wesele”, posiadało obie te warstwy. „Dom zły” również, choć warstwa groteskowa była mniej widoczna. „Róża” posiada tylko i wyłącznie warstwę realistyczną, co czyni z najnowszego filmu Smarzowskiego, dzieło, które wbrew wszelkim pozorom, bardzo różni się od jego poprzednich filmów.

Warstwa realistyczna, jest bardzo mocno skonstruowana. Smarzowski niczym bokser, każdą kolejną sceną, zadaje prawdziwy ból widzowi, który ma większy komfort, niż tytułowa bohaterka, albowiem siedzi sobie grzecznie w kinie i jest tylko świadkiem pośrednim, mimo to uderza go w czułe punkty. Wszystkie te ciosy, doprowadzają do pozornego nokautu odbiorcy. Napisałem pozornego, albowiem każdy świadek wydarzeń obecny w kinie, wstaje z desek (dzięki pozytywnemu zakończeniu, co u Smarzowskiego jest wyjątkiem) i obolały, zmęczony fizycznie i psychicznie wychodzi z kina.

Wojtek Smarzowski wykreował już swój filmowy język. Technika filmowania i montaż jest taki sam jak w poprzednich jego filmach. Za świetne zdjęcia odpowiedzialny był Piotr Sobociński jr, a za niezwykle oryginalny montaż, jeden z najbliższych współpracowników Smarzowskiego, Paweł Laskowski. I to właśnie, montaż Laskowskiego, nadaje filmowi dramaturgii oraz dodaje pożądany przez niektórych krytyków filmowych artyzm. Cechuje go nieciągłość i posługiwanie się jump cutami, które to jest bardzo charakterystyczne dla kina, popularnego Smarzola.

Do grupy Smarzowskiego, oprócz wspomnianych powyżej montażysty i operatora należy również twórca muzyki, czyli Mikołaj Trzaska, muzyk jazzowy. Stworzył on doskonałą ścieżkę do filmu „Dom zły” oraz równie rewelacyjną, o ile nie lepszą w filmie „Róża”, inspirowaną muzyką z filmu „Prawo i pięść”.

Mówiąc o „grupie Smarzowskiego”, należy również wspomnieć o aktorach. W „Róży”, pojawiają się nowi, którzy kreują bardzo ciekawe postacie. Oprócz Dorocińskiego i Kuleszy, na drugim planie doskonale spisuje się Edward Linde-Lubaszenko, który od czasów „Psów”, nie zagrał ciekawszej roli oraz Jacek Braciak. Stara gwardia Smarzowskiego w postaci: Eryk Lubos, Marian Dziędziel, Kinga Preis, Lech Dyblik, Robert Wabich i Jerzy Rogalski, wypada równie wspaniale. Smarzowski ma doskonałego nosa do aktorów, a taki „nos” cechuje tylko i wyłącznie wielkich reżyserów.

Podsumowując, Wojciech Smarzowski jest jednym z najlepszych polskich reżyserów. Jeszcze nigdy nie widziałem złego filmu, który wyszedłby spod jego ręki. Doskonałym przykładem na to, że Smarzowski wielkim reżyserem jest, zdaje się być „Róża”, film wyjątkowy, film-wydarzenie. Reżyser, poprzeczkę ustawił sobie bardzo wysoko poprzednimi, swoimi filmami, ale do tej pory nie zszedł poniżej jej poziomu. Ba! Stawiam tezę, że nigdy nie zejdzie! A kolejnym swoim filmem, czyli „Siedem dni” przeskoczy ją.

OCENA: 9,5/10
Emil Sowiński

One Response to “Recenzja: Róża”

  1. quentinho pisze:

    Niesamowite, brutalne, realistyczne, porywające kino. Istna perfekcja.

Leave a Reply