Archive for Ludzie Filmu

Jest dobrze… - portret Himilsbacha i Maklakiewicza.

// marzec 10th, 2009 // No Comments » // Ludzie Filmu, Muzyka

Premiera płyty 16 Marca, Cena: 27zł

Premiera płyty 16 Marca, Cena: 27zł

Jest dobrze… Piosenki Niedokończone” to płyta poświęcona pamięci Jana Himilsbacha i Zdzisława Maklakiewicza i inspirowana twórczością tych wybitnych artystów. Repertuar w większości stanowią piosenki autorskie, zaśpiewane przez czołowe postaci polskiej sceny muzycznej i aktorskiej: Hannę Banaszak, Macieja Maleńczuka, Stanisława Soykę, Andrzeja Grabowskiego, Jacka Bończyka, Jacka “Budynia” Szymkiewicza i zespół Habakuk przy akompaniamencie Orkiestry Ptaszyska. Płyty do momentu premiery, czyli 16 Marca można słuchać na: www.myspace.com/jestdobrze
W związku z premierą tej świetnej płyty postanowiłem przybliżyć wszystkim czytelnikom bloga te dwie postaci, czyli Maklakiewicza i Himilsbacha.

Poznali się dokładnie w 1970 roku, na planie filmu „Rejs”. Maklakiewicz, wybitny aktor (m.in. „Rękopis znaleziony w Saragossie”), Himilsbach (murarz z Pragi). Ktoś kto zobaczy pochodzenie obu panów, powie, że ich przyjaźń nie powinna przetrwać nawet minuty, no bo jak wybitny aktor może się zaprzyjaźnić z jakimś murarzem i do tego pijakiem? Uwierzcie, może!

Na początek troszeczkę życiorysu Himilsbacha, który jest pełen niejasności. Urodził się 31 Listopada w 1931 roku w Mińsku Mazowieckim. Ktoś mi może zarzucić, że się pomyliłem, pisząc 31 Listopada (Listopad ma 30 dni), ale to prawda. Himilsbach mówił później wywiadach, „jeden dzień w tą czy w tą, co to za różnica?”. Znawcy biografii Himilsbacha twierdzą, że urzędniczka, który rejestrowała małego Janka była pijana.

Zbiór opowiadań Jana Himilsbacha

Zbiór opowiadań Jana Himilsbacha

Jak już wspomniałem, życiorys jego jest pełen niejasności, lecz można się dużo o nim dowiedzieć z jego własnych, bardzo dobrych opowiadań, które zajmują na mojej półce honorowe miejsce. Himilsbach to naprawdę samorodny talent literacki jak i aktorski. Tadeusz Konwicki mówił o Himilsbachu, że jest ozdobą literatury polskiej i ja się z tym stwierdzeniem w stu procentach zgadzam.

Zdzisław Maklakiewicz to aktor z bardzo bogatą biografią, brał udział w Powstaniu Warszawskim, służył w Armii Krajowej, grał w wielu teatrach w całej Polsce, a co najważniejsze był przyjacielem Jana Himilsbacha. Himilsbach powiedział, że Maklakiewicz nigdy nie odnosił się ze swoim aktorstwem, był skromnym i wielkim człowiekiem.

Marek Piwowski w czasie kręcenia „Rejsu” musiał ich pilnować, ponieważ oni każdą wolną chwilę spędzali w barze. A co w nim robili? Ha! Pili wódkę… Po „Rejsie” spotykali się bardzo często, nawet zrobili wspólnie film („Wniebowzięci”), którego autorem scenariusza był Himilsbach. Przyjaciele obydwu panów mówili o wielkiej przyjaźni dwóch dorosłych facetów, którzy mieli w nosie czasy w których żyli (PRL), mieli w nosie co myślą o nich ludzie, generalnie mieli wszystko w nosie, tylko nie samych siebie.

Żeby wam jeszcze przybliżyć postać Himilsbacha, przedstawię wam teraz kilka anegdot z nim związanych:

  • W hotelu, gdzie dzielił pokój ze znawcą antyku, poetą, Mieczysławem Jastrunem, zapytał go: “Ustalmy, szczamy do umywalki czy nie?“.
  • Himilsbach pił kiedyś piwo na środku Marszałkowskiej. Podeszła do niego staruszka
    - Co Pan tu, proszę Pana, sieje zgorszenie? Piwo Pan pije na środku ulicy?
    - Babciu - powiada Janek - pani nie wie o co chodzi, ja do organizmu wprowadzam bajkowy nastrój.
  • Himilsbach zapytany o to dlaczego ceni bardziej twórczość kamieniarską niż literacką: „Myślę, że dlatego, że moim dziełem granitowym nikt sobie dupy nie podetrze.
  • Przed barem “Zodiak” w Warszawie, gdy robotnicy układali chodnik
    - “Tyle dróg budują, tylko, kurwa, nie ma dokąd iść!”.
  • Z powodu notorycznego alkoholizmu Himilsbacha, żona wychodząc na miasto zamykała Jaśka w domu, bez kluczy. Niestrudzony w pijaństwie Jasiek wszedł jednak w układy z listonoszem. Wypatrywał go w oknie, a gdy ten nadchodził rzucał mu kasę na flaszkę. Listonosz z gorzałą przychodził pod drzwi Himilsbachów, pukał i otwierał flaszkę. Jasiek przez dziurkę od klucza wysuwał cienki wężyk i doił…
  • Swego czasu w “Spatifie” do toalety wtacza się nieźle wstawiony Janek. Załatwiwszy swoją sprawę, zostawia babci klozetowej na tacy banknot o zdecydowanie zbyt dużym nominale. Spostrzegłszy to babcia wybiega za aktorem:
    - Panie Janku, ale to za dużo, pan się pomylił, oddaję, ja jestem uczciwa…
    - I dlatego tu, kurwa, siedzisz – skwitował Himilsbach.
  • Dialog przed sklepem:
    - Zdzichu, to ile w końcu bierzemy? Jedną czy dwie?
    - Eee, dwie to będzie za dużo, jedną chyba.
    - A jak zabraknie?
    - No dobra Jasiu, weźmy dwie.
    - Dzień dobry. Prosimy skrzynkę wódki i dwie oranżady.

To na pewno nie wszystkie anegdoty, ale tyle pamiętam, więcej na bank znajdziecie w internecie, gazetach i książkach. Himilsbach może był prostym, ale inteligentnym człowiekiem. Razem z Maklakiewiczem tworzyli niezapomniany duet, aż do śmierci Maklakiewicza. Pewnego wieczoru, po alkoholowej libacji z Jankiem, Maklakiewicz szedł ulicą i został śmiertelnie pobity. Plotka głosi, że w dwa dni po pogrzebie Maklaka, Himilsbach zadzwonił do jego matki:

- Zdzisiek jest? - pyta zachrypniętym głosem.
- Ależ panie Janku - dziwi się matka - przecież pan wie, że Zdzisiek umarł.
- Wiem, kurwa, ale mi się w to wierzyć nie chce. Bardzo panią przepraszam.


Tak zakończyła się przyjaźń… Himilsbach żył jeszcze 10 lat, pod koniec swojego życia był schorowany i stan zdrowia nie pozwalał mu na zabawy tak huczne, jak dawniej. Nie miał już swojej charakterystycznej chrypy, mówił szeptem, chodził z trudem. Znany warszawski lekarz, codzienny gość “Spatifu”, wyznaczył mu więc alkoholowy limit - sto gram dziennie. Jednak w niedługi czas potem zobaczył Himilsbacha w stanie wskazującym na spożycie większej ilości:

- Jasiu! A nasza umowa - karcił aktora - miałeś poprzestać na stu gramach?!
- A ty myślisz, że ja tylko u ciebie się leczę? - spokojnie odparował Himilsbach.

Ty miłym akcentem zakończymy tę notkę, a jeżeli chcecie coś więcej dowiedzieć się o tych dwóch postaciach, poznać ich talent aktorski i pisarski, uśmiechnijcie się ładnie do mnie ;)

Cezary Pazura - od aktora filmowego do błazna telewizyjnego

// styczeń 27th, 2009 // No Comments » // Ludzie Filmu

Cezary Pazura ukończył Łódzką Filmówkę w 1986 roku. Wcześniej skończył Szkołę Muzyczną w klasie klarnetu. Już na końcu lat 80, został rozpoznawalny dzięki serialowi „Pogranicze w Ogniu”. Tak zaczęła się jego kariera jako aktora rozpoznawalnego…

Pazura w filmach Pasikowskiego

Władysław Pasikowski, przyszedł do studia filmowego „Zebra” w 1989 roku ze scenariuszem „Krolla”. Film ten od razu spodobał się szefom studia i został zrealizowany. Pazura wcielił się w tym filmie w postać Kaprala Wiadernego. Według wielu znawców filmu jest to jego najlepsza kreacja. Potwierdza to również zdobycie nagrody za „najlepszą drugoplanową rolę męską” na festiwalu w Gdyni. Później przyszedł czas na „Psy”. Film w którym Cezary jako Waldemar Morawiec, dołącza do grupy były pracowników UB, którzy zaczynają pracę w Policji. Już od samego początku do tej postaci czujemy niechęć, ale z czasem zaprzyjaźniamy się z nią. Pazura, zagrał jeszcze „Nowego” w drugiej części Psów, gdzie pokazał swoje prawdziwe oblicze. U Pasikowskiego zagrał jeszcze bezlitosnego „Pana od W-F – u” w „Słodko – Gorzkim”. Mimo iż, w tym filmie pojawia się na chwilę to także wzbudza zainteresowanie widza. Pasikowski świetnie kierował Pazurą, to co ten aktor wyprawiał w jego filmach jest czymś nie do opisania! Za wyżej wymienione filmy można by nazwać Pazurę aktorem z najwyższej światowej półki.

Pazura u Koterskiego

W 1994 roku, Marek Koterski wymarzył sobie w roli Adasia Miauczyńskiego Cezarego Pazurę. Marzenie się spełniło i tak powstał film pt:. „Nic Śmiesznego”. Pazura w tym filmie pokazał również prawdziwą klasę. Widz śmiał się z Pazury, lecz jednocześnie mu współczuł. Według mnie Czarek był najlepszym odtwórcą roli Adasia, ale zaraz po nim mam na swojej liście Wojciecha Wysockiego (Życie Wewnętrzne). Śmieszne jest dla mnie to, że wszyscy okrzykują Marka Kondrata najlepszym Adasiem, a „Dzień świra”, najlepszym filmem Koterskiego, bo tak naprawdę Pazura w Nic Śmiesznego dał tej postaci prawdziwy zarys, on nią po prostu był! Cezary zagrał jeszcze u Marka w filmie „Ajlawju”, jednak ten film okazał się całkowita klapą. Koterski chciał Pazurę jeszcze w Dniu Świra, lecz ten odmówił, ponieważ kręcił w tym czasie inne filmy, ostatecznie wystąpił tam gościnnie.

Pazura u Ślesickiego

Za „Tato”, Pazura dostał nagrodę w Gdyni. Zagrał tam świetnie i to na planie tego filmu rozpoczęła się współpraca Ślesickiego i Pazury. Wystąpił on w każdym filmie Macieja i jako ciekawostkę należy dodać, że w każdym filmie jego bohater ma tak samo na imię (Cezary/Czarek).
W 1997 panowie spotkali się na planie pierwszego polskiego sitcomu „13 posterunek”. Każdy odcinek to mocna dawka świetnego humoru, a Cezary tam jest niesamowity! Ze Ślesickim nakręcili, również film „Sara”, gdzie Pazura wciela się w fajtłapowatego ochroniarza szefa mafii Józefa (Marek Perepeczko). W 2003 roku, panowie zrobili świetny „Show”. Jeden z lepszych polskich filmów, choć niedocenianych. To właśnie w tym filmie Cezary Pazura, był Cezarym Pazurą, a nie beznadziejnym błaznem z reklamy kleju! Ślesicki w tym filmie wykazał się wyczuciem i pokazał prawdziwe i krwawe reality show, od kuchni, o jakim żaden widz nie miał nigdy pojęcia.

Pazura u Machulskiego.

Panowie Pazura i Machulski, spotkali się pierwszy raz na planie filmu „Kiler”. Mimo iż Pazura kojarzony jest głównie z roli u Machulskiego, to wystąpił u niego tylko dwa razy, jednak tymi występami zapadł w pamięć wielu ludzi. Rola „Kilera”, zagrana w iście Hollywodzkim stylu. Pamiętam głosy zachwytu Pazurą, po tym filmie. Ludzie wychodzili z kina i cieszyli się, że mają swojego Jima Carreya. I rzeczywiście, to była świetna komedia w której Pazura nie stroił jeszcze nam swoich beznadziejnych wszystkim znanym min, ani nie pokazywał ciągle tych samych dennych ruchów. W kontynuacji „Kilera”, potwierdził swoją wyższość i pokazał wszystkim krytykom, że jest dobrym aktorem, jednak już po „Kilerów 2-óch”, wprawiał niektórych widzów w nudności.

Filmowe oblicze Pazury po 2003 roku.

Dlaczego 2003 roku? Bo ten rok to ostatni prawdziwy wyczyn aktorski Pazury, czyli wspomniane już wyżej „Show”. W 2005 roku, zagrał w dennej kontynuacji przeboju „Nigdy w życiu”, gdzie wcielił się postać w byłego męża Judyty (Grażyna Wolszczak, mimo świetnej roli Danuty Stenki w „Nigdy w życiu”. Podobno Cezary Harasimowicz miał na to wpływ…). Cezary w całym filmie wystroił swoich kilka min, pobiegał po ekranie, przejechał się parę razy samochodem i w skali 1-10, dostał ode mnie leżące zero. Wtedy też zaczął reklamować słynny klej, gdzie jego mina ukazywała nam się zawsze przed wieczornym wydaniem wiadomości sportowych w TVP. W publicznej dostał rolę w „Oficerach”, gdzie mimo słabego serialu, Pazura się troszeczkę wyróżniał, lecz nadal nie można było nazwać tego aktorstwem. Obecnie słynny Pazura błaznuje w teleturnieju Polsatu „Strzał w 10” oraz znany jest ze zmiany partnerki (To już zostawimy szmatławcom typu: Fakt).

Wielu ludzi już skreśliło Pazurę. Jednak ja jeszcze stanę przy swoim i powiem, że Cezary wespnie się jeszcze na wyżyny. Co raz lepiej radzi sobie w „Trzecim Oficerze” oraz kręci dwa filmy: „Złoty Środek” Olafa Lubaszenki (liczę na świetną komediową rolę) oraz „Trzy Minuty”, Macieja Ślesickiego (Znając tematykę filmu, liczę na piękną wzruszająca i dającą do myślenia rolę).

Emil Sowiński

Ed Wood - portret najgorszego reżysera filmowego.

// styczeń 27th, 2009 // No Comments » // Ludzie Filmu


Ed Wood (właściwie, Edward Davis Wood, Jr.), urodził się pewnego chłodnego października. Jako nastolatek fascynował się kinem. Na wagary chodził do kina, gdzie oglądał wszystkie filmy. Jego ulubionymi pozycjami były „Obywatel Kane” z Orsonem Wellesem w roli głównej i „Dracula” z Belą Lugosim. Kino było również jego pierwszym miejscem pracy, zatrudnił się tam jako bileter.

W końcu nadszedł czas, kiedy to Ed stał się antybohaterem świata filmu, dzięki czemu jego dzieła zaliczano do klasy Z, a nawet Ż! W filmach Wood’a nie miało wielkiego znaczenia aktorstwo, scenariusz, dialogi, scenografia. Gdy podczas kręcenia “Planu 9 z kosmosu” jeden z kartonowych nagrobków się przewraca, na co zwraca uwagę producent, Ed stwierdza że, nie ma się czym przejmować, bowiem nikt nie zauważy, zatem nie wydaje się sensownym powtarzanie ujęcia.

W Narzeczonej Potwora pojawia się słynna olbrzymia, gumowa ośmiornica, która w finałowych scenach pożera Lugosiego. Sceny są tak fatalnie nakręcone, iż widać w nich wszystkie braki warsztatu reżysera. Ośmiornica została ukradziona w środku nocy z Republic Studios i stała się po latach jednym ze znaków rozpoznawczych filmów Wooda. Najgorszy reżyser wszech czasów, powiedział kiedyś: “Jeżeli chcecie poznać mnie, obejrzyjcie film Glen czy Glenda(..)”. Obejrzyjcie! Film stu procentowo ukazuje życie prywatne Wood’a i jest najlepszym w jego karierze! Nie waham się również stwierdzić, że jednym z najlepszych amerykańskich filmów lat 50! Nie słusznie, źle oceniany… Mówi on o akceptacji, tolerancji dla ludzi o odmiennej orientacji seksualnej, którzy wówczas zamykani byli w zakładach dla obłąkanych. To właśnie przy tym filmie Wood poznał Bele Lugosiego.

Przyjaźń do grobowej deski.

Ed Wood i Bela Lugosi

Ed Wood i Bela Lugosi

Bela Lugosi, aktor pochodzenia węgierskiego, znany przede wszystkim z roli Draculi. Tak mówi Encyklopedia, ale wszyscy wtajemniczeni wiedzą, że to gwiazda filmów Wooda. Gdy poznali się Lugosi nie przypominał niczym budzącego fascynację aktora z lat 30. Był stary, biedny, wychudzony i uzależniony od morfiny. To właśnie Eddie dał mu nadzieję, zaopiekował się nim i został jego prawdziwym przyjacielem. Bela zagrał w trzech filmach Wooda (Glen czy Glenda, Narzeczona Potwora, Plan 9 z kosmosu). Zmarł w czasie kręcenia Planu 9 z kosmosu. Film Tima Burtona „Ed Wood” ukazuje prawdziwą przyjaźń między dwoma panami!

Rabusie grobów z przestrzeni kosmicznej.

Ostatnim filmem Wooda, był „Plan 9 z kosmosu”, który opowiadał o tym jak małe miasteczko nawiedza plaga kosmitów, których głównym założeniem jest wskrzeszanie zmarłych. To trzeba mieć łeb, żeby coś takiego wymyślić? Mógłby zapytać przeciętny zjadacz chleba, otóż nie! Eddie już od małego czytał i zbierał popularne pismami fantastyczne, interesował się kosmitami i istotami nadprzyrodzonymi. Film sfinansowany został z pieniędzy baptystów, co poskutkowało ochrzczeniem całej ekipy filmowej. W rolach głównych wystąpili: Lyle Talbot, Bela Lugosi, Tor Johnson i Vampira, która jakoś ostatnia dołączyła do „grupy dziwolągów Wooda”. Jak każdy z filmów Wooda, okazał się on klapą i zakończył historię Edwarda, jako filmowca.

Odwrócić tabelę i Wood na czele!!!

„O marzenia warto walczyć. Warto poświęcić życie by dać je innym”, to cytat z filmu Tima Burtona, który według mnie jest doskonałym podsumowaniem całego, filmowego życia Wooda, człowieka niezwykle sympatycznie nastawionego do ludzi. Faceta, dla którego film jest wszystkim! Zamiary wystarczą, aby widz kochał to w co on włożył tak dużo miłości. To człowiek, który był scenarzystą, reżyserem, producentem, aktorem, był wszystkim! Takiej pasji u dzisiejszych filmowców brakuje! Jestem przekonany, że gdyby idealista Wood, miał większe budżety filmowe, byłby w tej chwili najlepszym reżyserem filmowym!

Emil Sowiński