„Twórcy mają obowiązek rejestrowania otaczającej ich rzeczywistości. Powtarzam, to jest obowiązek.” - rozmowa z Bartłomiejem Szkopem, twórcą „Klatki B”.
// czerwiec 16th, 2009 // 2 Comments » // Wywiady

Bartłomiej Szkop, reżyser i scenarzysta "Klatki B"
„Twórcy mają obowiązek rejestrowania otaczającej ich rzeczywistości. Powtarzam, to jest obowiązek.” - rozmowa z Bartłomiejem Szkopem, twórcą „Klatki B”.
Emil Sowiński: Zacznę od „Klatki B”, żeby już później do niej nie wracać. (Przynajmniej, postaram się). Wspominał Pan w wywiadach, że pracował Pan u Edwina Bażańskiego w Agencji Statystów i to tam wynalazł Pan wszystkich aktorów, których później mogliśmy oglądać w „Klatce B”. Rozumiem fenomen i wybór Baśki, ale zawsze zastanawiałem się co skłoniło Pana do powierzenia swojego projektu, filmowemu Maksowi. Muszę stwierdzić niestety, że ta postać lub ten człowiek nie jest wcale wyrazisty. Nie wiem jaki jest prywatnie, więc przychodzi mi również na myśl, że mógł Pan stworzyć tą postać specjalnie? Ale jeśli nie, to chciałbym się dowiedzieć co Pana skłoniło do obsadzenia go w tej roli? I dlaczego w odcinku pt.: „Nóż w wodzie”, dał mu Pan „skaleczyć” fabułę tak pięknego filmu?
Bartłomiej Szkop: W Agencji Aktorów i Statystów Edwin Film pracowałem cztery lata. Nauczyłem się tam bardzo wielu pożytecznych rzeczy. Przez ten czas poznałem dużą część aktorów polskich; tych popularnych, jak i tych jeszcze nieodkrytych. Kontakt z aktorami na stopie prywatnej, bardzo pomaga przy tworzeniu zarówno filmu fabularnego jak i serialu. Można w ten sposób lepiej poznać aktora, tzn. dowiedzieć się, na co go stać, w jakiej postaci będzie czuł się dobrze, a w jakiej nieswojo. Jest to bardzo ważne, ponieważ dobranie odpowiedniej obsady to połowa sukcesu danego projektu. Dobór obsady do “Klatki B” w dużej mierze opierał się właśnie na takim modelu. Aktorów, bo teraz spokojnie można nazwać ich „aktorami nieprofesjonalnymi”, znałem dużo wcześniej, zanim jeszcze zacząłem przygotowania do zdjęć. Często statystowali w różnych teleturniejach i serialach. Byli niezauważeni, stanowili tylko tło, dla sztucznych uśmiechów, kolorowych dekoracji i tony pudru, który niestetywysypuje się prawie już z każdego serialu w polskiej tv.
Dobór każdego aktora do Klatki B to wielogodzinny proces. Nie byli to pierwsi lepsi statyści. Każdy aktor musiał idealnie spasować do granej przez siebie postaci. Postać Maksa jest przerysowanymodzwierciedleniem przeciętnego polskiego obywatela pomiędzy 35 a 45 rokiem życia – „…wiem najlepiej, mimo, że nic nie wiem…, a pozatym mógłbym być naukowcem, lub profesorem, bo w końcu oni nic nie robią a dostają za to grube pieniądze…” . Przez takie właśnie podejście przeciętnego obywatela, Polska musi „gonić” resztę Europy, a przecieżjesteśmy w jej centrum…Czasami w sztuce jest tak, że trzeba obniżyć rangę pewnej wartości, po to żeby wydobyć z niej to, co najbardziej wartościowe… Nie widziałem lepszego sposobu, na ukazanie braku wiedzy Maksa, niż bełkot na temat wielkiego i znanego dzieła polskiej kinematografii.
E.S: Pani Barbara pracowała w Teatrze Polskim we Wrocławiu i jak sama mówi, większość czasu spędziła z aktorami. Patrząc na skład aktorski teatru to ubierała ona wielkich aktorów. Współpracowała m.in z nieżyjącym już jednym z moich ulubionych aktorów Tadeuszem Szymków. Zapewne Pan też kojarzy tego świetnego aktora. Mam takie pytanie, czy miała ona jakiegoś swojego aktora, którego lubiła, szanowała utrzymywała kontakt? Wiem również, że serialowy profesor pracuje jako aktor w Teatrze Polskim, więc drogą dedukcji dochodzę, że Pani Barbara jako garderobiana współpracowała również z nim. Chyba, że się mylę… Chciałbym się dowiedzieć jak później wyglądało ich relacje na planie, Pani Barbara miała jakieś opory? Czy było wręcz przeciwnie?
B.S: Pani Barbara pracowała w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Wojciech Kalwat - grający postać Profesora - pracuje w teatrze Polskim w Poznaniu. Nie spotkali się zatem nigdy w teatrze.
Jeżeli chodzi o relacje na planie Klatki B pomiędzy nimi, to układały się bardzo dobrze. Baśka zna realia pracy aktorów, a poza tym uwielbia artystów, dlatego z Panem Wojtkiem dogadywali się dobrze. Baśka nie miała absolutnie żadnych oporów. Jeżeli chodzi o Pana Wojtka Kalwata, to był to jedyny przypadek, w którym od samego początku wiedziałem, że zagra Profesora. Jest to znakomity aktor. Chciałbym pracować z nim również w kolejnych projektach. Jeżeli tylko będzie miał czas i ochotę, to na pewno zagra u mnie jeszcze nie raz.
E.S: Jak obiecałem odchodzę już od Pana serialowego dzieła. Wspominał Pan w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, że Pana mistrzami są Lars Von Trier, Roman Polański. Mówił również mi Pan przed rozmową, że lubi twórczość Davida Lyncha. Chciałem zapytać czy ma Pan jakiś polskich idoli na których się Pan wzoruje? Co Pan myśli o polskich reżyserach, którzy również starają wyrobić swój styl. Osobiście znam takich trzech, choć może jest ich więcej. Mam na myśli: Władysława Pasikowskiego, Marka Koterskiego, Jana Jakuba Kolskiego. Czy według Pana oni posiadają swój wyrobiony język filmowy?
B.S: Tak, moim wzorem jest von Trier. Uwielbiam sposób jego narracji filmowej. Lyncha cenię za atmosferę, za to, że potrafi wydobyć ze sceny „to coś”, co nazywamy sztuką. Jeżeli chodzi o polskich reżyserów, to bardzo szanuje nazwiska, które wymieniłeś. Kolski, Koterski oraz Pasikowski mają swój język filmowy i bardzo dużo „wnieśli” do polskiej kinematografii. Mogę się od nich wiele nauczyć. Nie ukrywam, że praca z którymś z nich byłaby dla mnie wyróżnieniem.
E.S: Świetny swój język filmowy wykształcił również Tim Burton. Rewelacyjny amerykański, reżyser, który świetnie bawi się groteską i czarnym humorem. Oglądał Pan jego filmy? Co Pan o nim sądzi?
B.S: Tak, Burton jest świetny. Należy jednak pamiętać, że w większości przypadków sam jest sobie scenarzystą, reżyserem oraz producentem. To komfort, na jaki niewielu może sobie pozwolić. To doskonała sytuacja dla twórcy. Jest całkowicie niezależny, nie musi przejmować się żadnymi sugestiami, robi film w 100 % swój…
E.S: Ma Pan całkowitą rację! „Swój” film zrobił również ostatnio Lars von Trier. Mam na myśli „Antychrysta”, który ostatnio gości na naszych ekranach. Widział Pan już?
B.S: Niestety. Jeżeli chodzi o ten film, jeszcze go nie widziałem. Nie mam czasu teraz na przyjemności (śmiech). Wiem tylko tyle, że von Trier zaczynał go robić, kiedy był w depresji. Jak tylko będę miał okazję, z miłą chęcią pójdę do kina.
E.S: A ogląda Pan sitcomy? Podoba się panu „Świat według Kiepskich”, a może uważa Pan, że lepszy jest „13 posterunek”?, czy jeśli chodzi o sitcom to tylko amerykański? Czy ten gatunek, który w Polsce wykształcił się ok. 10 lat temu sięgnął już podium. Czy to jeszcze nie to? Jak by to ocenił absolwent filologi polskiej?
B.S: W sitcomach, jak sama nazwa wskazuje, humor oscyluje wokół sytuacji komicznych, wokół tzw. gagów. Mnie to nie „rusza”. Przeszkadza mi śmiech w tle. Nie jestem idiotą, nikt nie będzie mi pokazywał, w którym momencie powinienem się śmiać. Za niedługo z offu będzie słychać płacz, jęczenie, okrzyki, oraz lektora, który mówi, co dana postać właśnie robi (śmiech).
Jeżeli chodzi o te dwa sitcomy, jeżeli już miałbym wybierać, to bardziej podoba mi się „Świat według Kiepskich”.
E.S: Z racji tego, że pracował Pan w agencji statystów, to prawdopodobnie obcował Pan na co dzień z mediami. Jak działa świat mediów? Jak to jest stać wokół komercji, jak to jest z nią obcować?
B.S: Nie będę oryginalny w tym, co powiem, ale praca w mediach to najfajniejsza praca na świecie. Teraz z innej beczki nie chodzi o to, czy coś jest komercyjne, czy nie. Najważniejsze jest, czy coś jest dobre. A jak dokładnie zdefiniować to, co dobre, to temat na książkę… “Klatka B” była dobra, następnie stała się komercyjna, ale zachowała to „coś”, nadal zawiera w sobie magię…. Nie zawsze jest tak, że jak coś jest komercyjne, to znaczy, że jest złe. Zresztą, to tak jak z kulturą… Niektórzy definiują “Klatkę B” jako twór kultury niskiej. A ja, oraz kilka innych mądrych głów stwierdzam, że nie ma czegoś takiego jak „kultura wysoka” i „kultura niska”. ten podział to jakaś pseudointelektualna paplanina. Istnieje kultura sama w sobie, istnieją różne kultury, ale nie można definiować tworu artystycznego, tym że leży na wyższej półce, lub na tej niższej. Opera to kultura wysoka a hip hop to kultura niska? No jakieś totalne bzdury…
E.S: A czy w takim świecie w którym obcował Pan przez kilka lat. Mam na myśli współpracę z mediami, można mieć przyjaciół?
B.S: Można mieć przyjaciół! W każdym człowieku można znaleźć przyjaciela, nie ważne gdzie i na jakim stanowisku pracuje. Słyszałem plotki oraz czytałem w prasie, że „w Showbiznesie to sam syf, kolesiostwo, cwaniactwo” itd.. Nie wiem, nie obracam się jeszcze w Showbiznesie, z naciskiem na słowo – jeszcze (śmiech), bo jak zacznę się obracać, będę mógł więcej powiedzieć na ten temat…
E.S: To wróćmy jeszcze do mojego oczka w głowie, czyli filmu. Wspominał Pan w wywiadach, że nie interesuje Pana to co było kiedyś, a ważne jest to co teraz i o tym warto robić filmy. Podobnie myśli także TVN, który zamierza opowiedzieć historię o Przemku Salecie. Według Pana jego historia nadaje się na film? Według mnie jeśli jest dobry scenarzysta to nawet błahą historię, świetnie przełoży na papier. Ale czy dobrzy scenarzyście w Polsce jeszcze istnieją? Ja znam kilku: Witold Horwath, Robert Brutter, Cezary Harasimowicz, Andrzej Saramonowicz. A Pan co o tym myśli?
B.S: Tak. Wychodzę z założenia, że w Polsce mamy 38 milionów powodów do tego, żeby nakręcić dobry film. Każdy z nas ma swoją historię, każdy z nas ma wspomnienia, emocje, plany, obawy, itd, itd…
Twórcy mają obowiązek rejestrowania otaczającej ich rzeczywistości. Powtarzam, to jest obowiązek. Ponieważ, uważam, że artysta, to człowiek uprzywilejowany, że to ktoś, kto dzięki swej wrażliwości dostrzega więcej niż pozostali, powinien poczuć się do rejestrowania otaczającej go rzeczywistości, czyli przestrzeni, na temat której wie najwięcej.
Mam dosyć filmów o solidarności, Janie Pawle II, wojnach, obozach, komunizmie, stoczniach, itd, itd. Z całym szacunkiem i pamięcią, ale myślę, że najwyższy czas rozejrzeć się dookoła i pomyśleć o tym co będzie, a nie o tym, co było… Zdecydowanie za dużo w nas martyrologii.
Gdyby wielcy artyści tacy jak m.in. Michał Anioł, van Gogh, Hłasko i setki innych, nie rejestrowali otaczającego ich świata, nie wiedzielibyśmy dzisiaj nic na temat czasów, w których żyli. Nie wiem, może zajmę się w przyszłości dokumentem.
TVN jako pierwsza telewizja odważyła się podjąć temat Baśki oraz Klatki B jako takiej (Szymon Majewski Show) Świadczy to tylko o tym, że pracują tam ludzie młodzi i ambitni, którzy zmierzają z duchem czasu i maja odwagę poeksperymentować… A to bardzo ważne.
Jeżeli chodzi o scenopisarstwo, to niedobrze mi się robi, jak słyszę, że 60 letnia pani, pisze dialogi dla nastolatków, jeszcze z kręgu hip hopowego (śmiech) naturalnie raczej jej to nie wyjdzie.
E.S: Jednak oglądając polskie opery mydlane, popularnie nazywane tasiemcami, zderzamy się z miałkim i niewartościowym tekstem bardzo często i gdy widzę na ekranie jak: Bożenka chce się podrapać po plecach, ale nie wie, którą ręką, i tak z 8 odcinków to również nie czuje się najlepiej. Żal mi tylko aktorów, którzy muszą mierzyć się z tymi słabymi myślami przelanymi na papier. Wracając do scenarzystów zapomniałem wspomnieć o Panu Wojciechu Smarzowskim. Geniusz! Oglądał Pan jego „Wesele”?
B.S: Nie widziałem tego jeszcze…
E.S: To ja zachęcam do obejrzenia, bo to bardzo wartościowe dzieło! Miastem bliskim mojemu sercu jest Łódź, stolica Polskiej kinematografii, może nie tak piękne miasto jak Wrocław, ale ma bardzo duży wkład w rozwój X muzy. Jednak przez ostatnie kilka lat zauważyłem, że Wrocław depcze Łodzi po piętach. W Pana mieście istnieje potęga GRUPA ATM, który dla każdej telewizji produkuje jakiś i serial i ma ogromny wkład w rozwój kinematografii. Myśli Pan, że Wrocław dogoni kiedyś Łódź? A może już dogonił?
B.S: Wrocław to najpiękniejsze miasto w Polsce. Nie sądzę, żeby Wrocław musiał kogoś doganiać. To miejsce, które znajduje się poza jakimikolwiek rankingami, czy wyścigami. I na tym właśnie polega jego potęga. Mieszkańcy Wrocławia nie czują obowiązku udowadniania komukolwiek, czegokolwiek.
E.S: Szczerze Panu się przyznam, że nie spodziewałem się takiego zakończenia „Klatki B”, myślałem, że morał będzie taki jak w filmie „Idioci”, że mieszkańcy Klatki B, będą wyrażali swój sprzeciw poprzez udawanie nienormalnych, bo tak to troszeczkę wyglądało. Mieszkańcy nie zachowywali się normalnie. Myślał Pan o takim zakończeniu? A jeśli nie, to co Pan o nim sądzi?
B.S: „Idioci” to jeden z najlepszych projektów von Triera. Nie porównywałbym go jednak do Klatki B. Po pierwsze, dlatego, że daleko mi jeszcze do von Triera, a po drugie, że to nie zakończenie w Klatce B jest najważniejsze, ale ciąg wydarzeń, które tam mają miejsce. Ważna jest socjologiczna rola projektu. Durnowate konflikty sąsiedzkie, zazdrość, złośliwość, wyrachowanie, obłuda, marzenia, lęki, czyli wszystko to, co składa się na nasze narodowe kompleksy. Klatka B = Polska. Każde miasto ma swoją klatkę B.
“Klatka B” jest również moim manifestem, sprzeciwem wobec sztuczności, głupocie i tonach pudru w polskich serialach telewizyjnych. Bo jak tak dalej pójdzie to spodziewam się szybkiego upadku telewizji…
E.S: Bardzo śmiała teza, jednak ja bym polemizował, bo według mnie do upadku telewizji nie dojdzie jeszcze przez dłuższy czas, bo telewizja zbudowana jest ze spiżu, albo jeszcze z czegoś trwalszego - przytaczając słowa klasyka. Sztuczność i głupota jej tak szybko nie rozwalą!
B.S: Jak sztuczność i głupota jej nie rozwalą, to zrobią to młodzi widzowie (śmiech) Może w końcu czas na rewolucję, na jakiś mały bałagan…? (śmiech) A tak poważnie, to wierzę w internautów, a konkretnie w ich szczerość, bo w szczerości siła…
E.S: A tak na koniec wie Pan, że Marek Piwowski, kręci „Rejs 2” i szuka ludzi do grania? Nie myślał Pan nad wysłaniem Pani Barbary na casting?
B.S: Nie myślę o tym. Baśka jest tak wyjątkowa, że scenariusze powinno pisać się pod jej osobę.
E.S: Takie przywileje mają nieliczni aktorzy, ale śmiało życzę Pani Barbarze, żeby tak się stało, a Panu życzę dalszych sukcesów zawodowych. Dziękuję za rozmowę!
B.S: Dzięki!
Rozmawiał: Emil Sowiński





