// sierpień 18th, 2009 // No Comments » // Felietony
Środek lata, odpocznijmy trochę od polityki. W oczekiwaniu na nowe obietnice premiera Donalda Kochajmy Się Tuska zajmiemy się bardziej przyziemnymi sprawami. Kiedyś, jak zapewne pamiętają ludzie po pięćdziesiątce (idzie nam wyłącznie o wiek), po zakupy szło się do sklepu. I jakoś wszystkim to wystarczało. Teraz, w metropolii czy zabitej dechami dziurze, chodzi się już nie do sklepów, tylko do salonów, galerii i marketów. Wrosły one w pejzaż polskich ulic i nawet specjalnie nie rażą swoją śmiesznością i głupotą. Zmieniają się nasze miasta, miasteczka i wioski, bo bardzo, wręcz nachalnie pragniemy być tacy „europejscy”, „amerykańscy”, „światowi”. Stąd tyle z obca brzmiących nazw sklepów, przybytków gastronomicznych, firm i zakładów usługowych. Osobna sprawa to tworzenie kuriozalnych nazw na coś, co powinno nazywać się całkiem zwyczajnie. Dla przykładu w Zakopanem, na Gubałówce można zjeść pizzę nie w pizzerii, a w Gubałzzerii. Prawda, że oryginalne? W Krynicy nie jemy w restauracji, tylko w Domu Restauracyjnym. Też ślicznie, aż chce się wejść i wrzucić coś na ruszt. W tej samej Krynicy na górze Jaworzynie stoi wielka reklama pizzerii Italiana, która przede wszystkim serwuje TRADYCYJNE DANIA KUCHNI POLSKIEJ, ma amerykański bar i pizzę z pieca prosto z Verony! Gratulujemy! Idźmy dalej. Chleba oczywiście nie kupujemy już w piekarni, a w Domu Chleba. Do fryzjera też już nie chodzimy, tylko do Salonu Fryzur i Stylizacji. Wprawdzie dziadostwo tam jak u dawnego fryzjera, brudne ręczniki, stare fotele i pełno kłaków na podłodze, ale to już dziadostwo salonowe. Poczciwe monopolowe to teraz w większości polskich miast Świat Alkoholi. Wielu odwiedzających ten Świat jedyne co zwiedza, to najpierw sufity, a potem Izbę i wcale nie jest to Izba Pamięci. Wręcz przeciwnie, jest to Izba PRZYWRACANIA pamięci. A już zupełnym pomieszaniem z poplątaniem jest robienie z sieci sklepów sprzedających generalnie odzież, galerii. Że niby co, że te szmaty które tam wiszą to są jakieś dzieła sztuki, od których oczu nie można oderwać i które każdy kulturalny, szanujący się człowiek chciałby posiadać? Co to za zarozumiały matoł wymyślił? To jak nazwać prawdziwe galerie, w których obcujemy z prawdziwą sztuką? Takich przykładów każdy może podać niezliczoną ilość. Ale nie w tym rzecz. My najzwyczajniej w świecie chcemy zwrócić uwagę Szanownych Czytelników na to idiotyczne nazewnictwo, które coraz bardziej wdziera się do naszych miast, a nad którym, choć durne i ośmieszające, przechodzimy do porządku dziennego. Ot i wszystko.
Przy okazji tego szaleństwa nazewniczego, chcemy się z Państwem podzielić pewną refleksją. Dotyczyć ona będzie naszych polskich kurzych jaj. Otóż we wszystkich tych galeriach handlowych, supermarketach, itp. Mamy w ofercie jaja. Wprawdzie nie są to już zwyczajne jaja z kurzej d…, ale „Jaja prosto od chłopa”, „Jaja wiejskie XXL”, „Jaja królewskie”, „Jaja ekologiczne”, „Jaja bezstresowe” i co tam sobie kto na kurzej fermie wymyślił. Wspólną cechą ich wszystkich jest to, że są umazane w kurzych odchodach. O co do cholery chodzi z tym łajnem? Z jednej strony trąbi się o salmonelli i potrzebie wzmożonej higieny, a z drugiej serwuje się brudne jaja! Dla nas są to niebywałe jaja!
Sobczak & Szpak (Kabaret Klika)
Angora